Paź
09
18

Jesień w Chatce Puchatka, czyli kulisy sesji Gosi i Tomka

w Chatce Puchatka Torfowisko Tarnawa sesja w Bieszczadach sesja w górach Połonina Wetlińska Solina sesja nad Soliną rejs wschód słońca w górach

Wraz z ukochaną osobą zdecydowaliście się na zamówienie sesji zdjęciowej. I co teraz?
Z czym to się je?
Jeśli to pierwszy raz to zrozumiałe, że trochę błądzicie po omacku.
Jak się przygotować? Gdzie jechać i ile czasu to zajmie?
Czy lepiej zrobić ją rano , popołudniu a może wieczorem?
Nie ma jedynej, słusznej odpowiedzi bo opcji jest niezmierzona ilość .

Ważne, żeby jednak to co wspólnie stworzymy było w miarę możliwości jak najbardziej “takie jak Wy”, tzn. stworzone w przestrzeni i czynnościach w których czujecie się komfortowo. Nie chcemy nic narzucać ani wtłaczać w ramy. Lubisz architekturę, kolorowe neony i miejski zgiełk – może sesja nad jeziorem nie jest najlepszą opcją?

Czas sesji też może być różnorodny i tu też wiele zależy od Waszych potrzeb i preferencji. Chcesz mieć krótką serię romantycznych porterów zrobioną o zachodzie słońca w pobliskim parku ? Nie ma w tym nic złego. Dzięki krótkiej ale treściwej sesji możemy uzyskać piękne efekty w godzinkę czy dwie.
Niektórzy śmiałkowie marzą o większej wyprawie i dla tych drugich jest poświęcony dzisiejszy wpis.

Jak wygląda przebieg sesji wyjazdowej i na co powinniście być przygotowani?

Opowiemy Wam na przykładzie jesiennego pleneru z Gosią i Tomkiem.

Po pierwsze wybieramy kierunek podróży. Wspólnie zadecydowaliśmy o Bieszczadach jako, że marzyły nam się górskie klimaty z noclegiem w schronisku i właśnie w tych stronach nie było nas do wielu lat (fun fact – czyli od szkolnego pleneru malarskiego w Muczne, na którym byłam wspólnie z Gosią, koleżanka z klasy).
Kiedy tą decyzję mamy za sobą to szukamy malowniczych miejscówek, które będą tłem naszej sesji. Staramy się tak ustalić trasę by znalazły się one w bliskiej odległości od siebie, żebyśmy nie marnowali czasu na dojazdy. Nie może ich być też za dużo. Najlepiej znaleźć złoty środek tak by wykorzystać je jak najkreatywniej i miło spędzić czas nie przemęczając się fizycznie ponad miarę. Ustalamy tak z dwa, trzy punkty “must have” a resztę pozostawiamy dobremu losowi i spontanicznym przystankom.


My postawiliśmy w tym przypadku na Połoninę Wetlińską i nocleg w Chatce Puchatka.

Wiemy już gdzie, co i kiedy. Pozostają tylko technikalia organizacyjne (dojazd, nocleg itp). i zapakować plecaki. Wiadomo, na sesji chcecie wyglądać przepięknie ale pamiętajmy gdzie się wybieramy. Zabierzmy stroje adekwatne do warunków. Odpowiednie obuwie, ciepłe ubrania na zmianę, które jednocześnie ładnie wkomponują się w otoczenie.
Czasami jest też potrzebny dodatkowy ekwipunek. Tu zabraliśmy śpiwory, naczynia turystyczne, termos, latarki itp.

Do Bieszczad przyjechaliśmy w przeddzień sesji, późnym wieczorem. Chcieliśmy wypocząć ponieważ już od rana mieliśmy zrobić objazd po okolicy. Przystawką przed głównym daniem był rezerwat Torfowisko Tarnawa, tuż przy granicy z Ukrainą.
Początki sesji zawsze są ciężkie – serio. Obie strony potrzebują chwili by się rozluźnić i wejść w odpowiedni nastrój do działania. Dlatego rozmawiajmy, rzućmy anegdotką, lekka głupawka jest nawet zalecana : )
Pyszna nalewka również umilała nam czas i rozgrzewała zziębnięte dłonie w ten pochmurny poranek.

Już się odpowiednio rozkręciliśmy, pierwsze koty za płoty. Czas zdobyć szczyt połoniny Wetlińskiej. Ten zaś znajduję się na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W ostatnich latach władze administracyjne wielu parków i rezerwatów wprowadziły nakaz opłacania specjalnego, jednorazowego pozwolenia za możliwość wykonania sesji w obrębie ich terenu. Zanim wybierzecie się w jedno z takich miejsc dowiedzcie się czy Was również to nie dotyczy (zwłaszcza gdy mowa o ślubnej).
My na szczęście nie musieliśmy tego robić : )

(Nie)stety trochę zamarudziliśmy z rozpoczęciem wspinaczki i zachód słońca zastał nas w lesie, za to na szczycie powitał nas spektakularny widok morza mgieł.
Wejście zajęło nam około godziny. Można szybciej a można i dłużej. Nie przeceniajcie swoich sił i zaplanujcie czas w grafiku tak by się z wszystkim na spokojnie wyrobić.

Nocleg w Chatce Puchatka.
Spanie w schronisku niesie wiele wyrzeczeń. Nie ma sygnału w telefonie, często nie ma też w ogóle prądu czy kanalizacji. Dla nas ma to jednak swój urok. Czujemy się całkowicie odcięci od świata, jakbyśmy cofnęli się do przeszłości. Pozostawiamy daleko, tam w dole wszystkie problemy i skupiamy się na tu i teraz.
Takie przeżycie jest na tyle atrakcyjne i aby znaleźć wolne łóżka dla całej ekipy trzeba się sporo natrudzić. W niektórych, jak w Morskim Oku najlepiej rezerwować miejsce na 1-2 miesiące przed, zwłaszcza w okresie świątecznym. Tu, w Chatce Puchatka trzymali się zasady ” kto pierwszy ten lepszy”. Nie było tłumów wiec się udało – zostaliśmy zakwaterowani.

Po kolacji i wypoczynku wyszliśmy na zewnątrz podziwiać gwiazdy.

Długo nie pospaliśmy. Nie codziennie ma się okazję podziwiać wschód słońca w tak zachwycającym miejscu. Kiedy Gosia z Tomkiem ubierali się do sesji, my już z Damianem biegaliśmy po zboczu a na gazowym palniku wrzała świeża kawa. Kilka łyków na rozgrzanie, zastrzyk energii i działamy dopóki słońce nie wychynie całkowicie zza horyzontu.

Jako, że też chcieliśmy mieć pamiątkę z wyjazdu, po wspólnym śniadaniu na świeżym powietrzu, poprosiliśmy Tomka o zrobieniu mi i Damianowi kilku zdjęć. Zabawne uczucie- znaleźć się po drugiej stronie obiektywu i tym bardziej odczuliśmy jakie to dla Was jest czasem trudne : )
Choć dzień dopiero się budził, nie mogliśmy zbytnio zwlekać z zejściem.
Przed powrotem chcieliśmy jeszcze zajrzeć nad Solinę a czekała nas długa, powrotna droga do domu.

Na szlaku zaczęli się też pojawiać pierwsi turyści i (a jakże) Pary Młode z fotografami. Wśród nich był nasz dobry kolega, Adam Rotter wraz z Natalią i Miłoszem (pozdrawiamy).

Adam, wiedząc, że wybieramy się nad Jezioro Solińskie polecił nam tą dziką, kamienistą plażę. Pospacerowaliśmy chwilę, brodząc stopami w wodzie i łapiąc ciepłe, jesienne słońce.

Pomimo, że cała wyprawa może wydawać się istną sielanką to byliśmy już od wielu godzin na nogach więc panowie zaczęli przebąkiwać o powrocie. Wspólnie z Gosią namówiliśmy ich jeszcze na jedną, finalną atrakcję – rejs po Solinie. Rozsiedliśmy się wygodnie na statku i podziwialiśmy ostatnie promienie słońca.

Jak mogliście zaobserwować w toku oglądania całej relacji tym co wyróżnia kilkudniowy plener to to, że bardziej przypomina reportaż z podróży niż stricte sesję portretową. Tylko część zdjęć realizujemy w strojach “ślubnych”. Za pomocą zdjęć i filmów opowiadamy pewną historię.
Wspólnie z Damianem staramy się wykorzystać potencjał miejsca na maxa, dlatego zachęcamy do biwakowania pod gwiazdami, rozpalania ognisk nad jeziorem czy właśnie rejsu statkiem.

Takie rozwiązanie sprawdzi się tylko dla osób, które są gotowe poświęcić dużo czasu i pewne zasoby materialne na pokrycie opłat (jak wyżej noclegi, bilety itp).
Dodatkowo, siłą rzeczy spędzacie cały wyjazd ze swoim fotografem : wspólnie śpimy, jemy i podróżujemy. Niby można się rozdzielić ale to wiąże się z wzrostem kolejnych kosztów. Jeśli jesteście introwertykami i nie czujecie się z tym komfortowo to może Was to przerosnąć.
W tym przypadku Gosia z Tomkiem mieli ułatwienie bo znamy się już od wielu lat ze szkoły/studiów.

Jednocześnie taki wyjazd niesie wiele pozytywnych skutków. Poza oczywistym, czyli otrzymaniu wyjątkowej pamiątki pełnej wspomnień to też zacieśnienie relacji na linii fotograf – Wy. Będziecie się czuli o niebo lepiej podczas dnia ślubu, jakbyście “pozowali” nie obcej osobie a dobrej koleżance/koledze. Kto wie – może nawet pozyskacie nowych przyjaciół : ) ?

Spodobało się? Podobne wpisy na naszej stronie :

Gosia & Tomek | sesja w Bieszczadach
Ania & Szczepan | leśna sesja na Bukowym Berdzie
Agnieszka & Kuba | sesja w chatce góralskiej
Ania & Szczepan | sesja na Helu
Kasia & Krystian | sesja na Kasprowym Wierchu

W Chacie pod Rysami
Zima nad Morskim Okiem
Iceland I prolog
Iceland II źródła i wodospady
Iceland III niebieskie i czarne plaże
Iceland IV w drodze
Suicide squad i (niezdobyta) Mięguszowiecka Przełęcz
Suicide squad i spacer pod (na) Kościelec

TAGS:

POPRZEDNIA HISTORIA
NASTĘPNA HISTORIA
WPISZ CZEGO SZUKASZ