Paź
06
14

Sesja w Wiedniu, czyli tam i z powrotem.

sesja w Wiedniu sesja za granicą Wiedeń Wien Austria fotograf ślubny Dzikie Historie Schönbrunn Prater

Jednym z ciekawszych etapów każdego ślubnego zlecenia  jest plener, spersonalizowany i tworzony w luźniejszej atmosferze niż reportaż ślubny. Nie ogranicza nas ani termin ani lokalizacja na mapie. Czasem para zdaje się na naszą inwencje twórczą, przeważnie jednak zachęcamy do nawiązania do czegoś szczególnego, jak wspólnej pasji lub miejsca, z którym wiąże się wiele wspomnień.

Według pierwotnego planu sesja Marysi i Karola miał się odbyć blisko Kielc, czyli nieopodal miejsca zamieszkania. Ku naszemu zaskoczeniu,
w przeddzień spotkania spontanicznie zadecydowali : jedźmy jutro do Wiednia! My naturalnie z radością na to przystaliśmy. Wielokrotnie wcześniej przez nich odwiedzane miasto miało wyjątkowe znaczenie.
Tu od wielu lat mieszka siostra Marysi z rodziną. To tu również, w pewne Walentynki, Karol oświadczył się jej pod katedrą św. Szczepana, na Stephansplatz, czyli „w sercu najstarszej części miasta”.

Nasza plenerowa podróż w sumie trwała ok. dobę i obfitowała w różne atrakcje, związane nie tylko z samą przyczyną wyjazdu.
Oczywiście Wiedeń jest miejscem, które pozostawia  w nas ogromny niedosyt po wyjeździe. Mam nadzieje, że to co udało nam się złapać w przelocie, będzie dla was wystarczająco zajmujące : )

W samym mieście zatrzymaliśmy się w dzielnicy Hietzing (13 dzielnica).

Pomimo, że byliśmy znacznie oddaleni od centrum do bliskość stacji metra ułatwiała sprawne pomieszczenie się po kolejnych lokacjach. Dodatkowo zniżki studenckie, które nas jeszcze obejmowały umożliwiały zakupienie kompleksowych biletów na całość komunikacji miejskiej, w tym również autobusy.

“Hostel Hütteldorf” w którym zatrzymaliśmy się na czas pobytu jest położony na wzgórzu. To popularna miejscówka ze względu na dość okazyjne ceny : )

Nie marnując ani chwili, Marysia z Karolem wskoczyli w stroje ślubne i powędrowaliśmy w stronę stacji, by zdążyć na zachód słońca z pierwszą serią zdjęć.

Zbliżamy się do pierwszego i chyba najbardziej oczywistego miejsca docelowego : pałacu Schönbrunn, który jest najbardziej znanego ze swej niegdysiejszej mieszkanki, księżniczki Sissi.
Podczas zwiedzania do Waszej dyspozycji (poza wnętrzami, gdzie się nie wybieraliśmy) jest rozległy park w stylu francuskim, taras widokowy, najstarsze na świecie ZOO, Glorietta i liczne alejki.

Gdy już słonce zaszło a nasza para odrobinę zmarzła, postanowiliśmy wrócić do hostelu i następnie wybrać się do Wurstelprater, który funkcjonuje jako rozrywkowa część Prateru. To wielki lunapark, gdzie znajdują się przeróżne karuzele,domy strachu itp. Największy, znajdujący się tam Diabelski młyn ma 65 m wysokości, więc z góry można podziwiać całe miasto. Największą zgrozą przejął nas widok karuzeli krzesełkowej, sięgającej do aż 117 m wysokości, dzięki czemu jest 2 najwyższą na świecie (stan na 2014), opcja dla prawdziwych śmiałków.

Jedną z atrakcji, która przyciągnęła naszą uwagę był „Rollercoaster indoor”, za którym kryła się kolejka w zaciemnionej sali z podwieszonymi kulami dyskotekowymi, laserami i lecącym dubstepem w tle. Aby tam dotrzeć trzeba było pokonać takie przeszkody jak labirynt luster czy wiązki laseru. Niestety nie mogliśmy wnieść aparatu.

A jak październik to Oktoberfest,  czyli Wiener Wiesn Fest. Uczestnicy byli ubrani ludowo, odbywały się koncerty, tańce na stołach, suto zakrapiane piwem i przegryzane kiełbasą. Masą kiełbas. W jednym z użytkowanych namiotów można było znaleźć wielką, styropianową kiełbasę, zrobić sobie zdjęcia przy fotościance z dziarskim chłopem i dziewoją dzierżącymi pęta kiełbasy a jakby tego było mało to jadalne egzemplarze były podwieszone jako dekoracja i podawane gościom do degustacji. Tego było dla nas trochę za wiele więc by zasmakować austriackiego piwa wybraliśmy się na Stephansplatz, u stóp katedry. Tam, schowani po namiotami z grzejnikowymi spiralami, sączyliśmy zimny trunek i podziwialiśmy nocne życie Wiedeńczyków.

O poranku powitały nas szare chmury i lekka mżawka więc ucieszyliśmy się, że nie odkładaliśmy wszystkiego na dziś i nie zniechęceni, przygotowaliśmy się na następny etap naszego pleneru.
W pierwszej kolejności wybraliśmy się pod kościół św.Karola Boremeusza (Karlskirche). Przeważnie plac przed nim jest zalany, co wygląda niezwykle malowniczo, niestety prowadzono tamtego dnia prace konserwacyjne i woda została odpompowana.
Po drodze mijaliśmy również Pawilon Secesji.

W planach było jeszcze zrobienie zdjęć przy schodach Albertiny, motylarni Schmetterling Haus, kamienicach zaprojektowanych przez Friedensreicha Hundertwassera (są wspaniałe, koniecznie musicie to sprawdzić) i co oczywiste pod katedrę Stephanskirche, gdzie jak wspominałam nasza para się zaręczyła. Jednak z powodu ograniczonego czasu i udało nam się tylko pójść tylko w dwa z nich, za to spacerem przez miasto, ciesząc oczy widokami.

Motylarnia jest umiejscowiona w pięknej palmiarni w centralnej dzielnicy, Innere Stadt. Samych motyli w środku było dość mało, a na pewno mniej niż sobie wyobrażałam, że będzie, a to już albo kwestia sezonu albo moich wybujałych oczekiwań (stawiam an drugie). Najliczniejsi osobnicy pewnego gatunku, zajmowały się przeważnie spożywaniem posiłków i deptaniem po zwłokach swoich pobratymców. Pozostałe cieszyły oko kolorystyką, na niektóre z kolei trzeba było wręcz polować.

Gdy ostatecznie dotarliśmy pod katedrą pogoda pogarszała się z każdą chwilą, robiło się coraz zimniej i ciemniej. Szybko zrealizowaliśmy zdjęcie zrobiliśmy zdjęcie, które planowaliśmy od początku wyjazdu, czyli zamrożona Para w nurcie spieszącego się tłumu. Jak na złość, większość gapiów gdy tylko dostrzegała, że robimy tam sesję, szybko uciekała z pola widzenia, zatem i z kadru : )

I to był już prawie koniec naszej wiedeńskiej przygody. Jeszcze tylko obiad z rodziną Marysi i trzeba było pędzić w stronę granicy, gdyż zapadał zmrok.

Z perspektywy czasu żal wielu rzeczy. To czego się nie widziało, co zrobiłoby się lepiej, spojrzało inaczej. Ale wiecie co? To było fajne przeżycie właśnie takie jakie było. Z osuszonym placem pod Karslkirche (o ile mieliśmy więcej metrów do biegania), z turystami pod pałacem i indoor rollercoasterem. I daje nam to znakomite możliwości jak : kiedy wracamy?

Spodobało się? Podobne wpisy na naszej stronie :

Patrycja & Kamil | sesja ślubna w Toruniu
Monika & Marcin | sesja na Starym Mieście w Warszawie
Monika & Damian | sesja w palmiarni

City break w Pradze
Książ.Tajemnica i historia
Miasto rowerów.Berlin

TAGS:

NASTĘPNA HISTORIA
WPISZ CZEGO SZUKASZ